Recenzja filmu „Dzień świra”

Dzień świra, to film opowiadający o Adasiu Miauczyńskim (Marek Kondrat), który jest nieszczęśliwym nauczycielem języka polskiego w szkole średniej. Cały dzień myśli o tym, co się zaraz stanie. Boi się wręcz wszystkiego, co przyniosą kolejne minuty życia. Jest numeromanem, więc wszystko co robi, robi do siedmiu bądź trzynastu. Nawet płatków śniadaniowych nakłada sobie siedem garstek. Jego frustracja z początku śmieszy oglądającego, po dłuższej jednak chwili zaczynamy się zastanawiać…
Dochodzimy do wniosku, że faktycznie w naszym życiu pojawiają się podobne jemu osoby, o podobnym sposobie postrzegania świata i to co dzieje się na ekranie- przestaje nas śmieszyć i skłania do refleksji i zastanowienia, czy to co robi nasz bohater ma sens. A może rzeczywiście siedem łyków wody z rana rozpuszcza soki żołądkowe? A może… I tak możemy wyliczać nawyki Adasia, po czym dochodzimy do wniosku, że każdy z nas ma jakieś swoje nawyki, które co dzień powtarza. Zaczynamy utożsamiać się z bohaterem, gdyż stwierdzamy, że to co robi wcale nie jest śmieszne i zastanawiamy się jak można mu pomóc…